|
Archiwum
|
piątek, 11 lipca 2008
historia błękitu i kupala:P
siedziałyśmy sobie z olaą i asiosławą w 'fermencie' (kto nie był, temu wyjaśniam, że nazwa doskonale oddaje charakter wnętrza:P) ludzi niewiele, w tle karaoke, a ja postanowiłam wybrać się do toalety. okazało się, ze z powodu remontu warunki są surowe i kolejka dziewcząt czekała przede mną. a zaraz po mnie pojawiły się dwie panny, z których jedna zaczęła rozmawiać z koleżanka na początku kolejki, a druga została na końcu. od momentu gdy je zobaczyłam pomyślałam, że będą chciały się wepchnąć. okazało się ze znajoma z początku, nie przepuściła ich, a tym bardziej nie chciał tego zrobić nikt później... nie umknęły jednak mojej uwadze nieustanne ruchy w kierunku znalezienia się jak najbliżej wejścia do kabiny, dziewczyny obie stanęły tuż obok i udawały że używają umywalki i lusterka... już myślałam, że intuicja mnie zawiodła, gdy dokładnie przede mną panna w błękitnym sweterku wykonała ruch i weszła do kabiny! ale zanim zdążyła zamknąć drzwi zakrzyknęłam: 'halo, błękit!' i wymownie pokazałam jej ręką, że powinna spierdalać:D wiedziałam, że nie może się to spotkać z pozytywną reakcją, ale i tak zaskoczyło mnie jej wzburzenie:P zaniemówiła na sekundę, a później wściekłym głosem odpowiedziała cedząc każde słowo: 'błękit?! ty... uważaj na słowa... ty... (chwila zastanowienia) kupalu!' cóż, chwilę jej to zajęło, ale trzeba przyznać, że nieźle pojechała po mojej brązowej koszuli:P w każdym razie gdy tylko znalazłam się w ubikacji, zaczęłam się śmiać i chociaż starałam się dłuższą chwilę nie byłam w stanie się wysikać:D ponieważ kolejka za mną była niemała, postanowiłam uspokoić się nieco i poszłam do męskiego wc. gdy stamtąd wychodziłam pojawiła się asiosława, wiec chciałam jej opowiedzieć o przebiegu swojej wizyty w ubikacji i tak nieszczęśliwie się złożyło, że obie panny właśnie zrobiły co swoje i wychodziły, a ja podchodząc do asiosławy nadepnęłam tej drugiej na klapeczka:P już myślałam że mi przypierdoli (na moje rzucone od niechcenia ‘sory’ nie odpowiedziała nic, ale spojrzała wzrokiem miotającym sztylety), ale na szczęście tego nie zrobiła:] za to do końca wieczoru miałam wrażenie, że jakiś kark, albo co gorsze, jakaś maniura, zechce obić mi twarz! dobrze że nie byłam trzeźwa, bo zamiast się bać, śmiałam się sama do siebie:P
sobota, 17 maja 2008
not enough...
there's nothing you can say
czwartek, 06 marca 2008
oj...
tak dawno nic tu nie pisałam, że zapomniałam jakiej czcionki używałam zawsze:) nie wiem po prostu co pisać... nic co dzieje się od roku w moim życiu nie wydaje mi się godnym uwagi na tyle żeby to tu zamieścić... tylko że wcześniej też pisałam o nieważnych rzeczach... może więc częściej będę tu zaglądać... dzisiaj byłam z oląą i pawłem w skierniewicach:D nie ma to jak wycieczki krajoznawcze:D ta skończyła się tak, że olaa śpi obok mnie, a ja popijam żołądkową z colą i oglądam filmy kryminalne:P nie potrafię już kłaść się spać przed 4... i nawet nie chcę, bo pracuje zazwyczaj 3 razy w tygodniu do 6 rano i nie chcę czuć zmęczenia zanim mogę sobie na to pozwolić... w piątek może pojadę do wrocławia, odwiedzić kłębka! cieszę się bardzo, chociaż przykro mi, że olaa nie może jechać ze mną:( ale staram się na to spojrzeć z drugiej strony- będę mieć okazję żeby pomęczyć krabika po raz drugi gdy zrobi się już ciepło, bo olii bardzo podoba się wrocław i na pewno będzie chciała tam pojechać przy sprzyjającej okazji:] no to wracam do picia i oglądania:D
piątek, 07 grudnia 2007
i kissed a girl...
jenny came over and told me about brad
sobota, 27 października 2007
reaktywacja...
wróciłam przed chwilą z pracy... dużo się u mnie pozmieniało od chwili kiedy byłam tu ostatni raz... w sumie nie ma o czym mówić, poza faktem że od kilku dni nie mam narzeczonej... nie mam ochoty pisać o smutnych rzeczach i wychodzi na to że nie bardzo mam o czym pisać, bo wesołych rzeczy jakoś nie mogę wymyślić:) czas na jakieś zmany w życiu, bo długo tkwię w zawieszeniu...
niedziela, 08 lipca 2007
zglądam tu...
bo niemal zaponiałam, że mam bloga:| długo niepisałam, ale niewiele się działo:) no poza tym że pracuję dorywczo w klubie... znaczy się sprzątam, zbieram szklanki i takie tam:) po pierwszym dniu (a dokładniej nocy) pracy, poczułam chyba każdy mięsień mojego ciała, niektóre po raz pierwszy w życiu:D miałam nadzieję, że może schudnę troche od tego biegania, ale nic z tego- pewnie dlatego ze pracuję tylko 3 dni w tygodniu... poza tym mieszka ze mna asiosława od kilku tygodni... jest lepiej niż się spodziewałam, ale i tak odzwyczaiłam się od mieszkania z kimś (zwłaszcza bardziej niechlujnym i dłużej śpiącym niż ja:P) i marzę o tym żeby w końcu sie wyprowadziła... jadę chyba we wtorek do domu, więc odpocznę, zwłaszcza, że mamy od środy 2 tygodnie nie będzię i nikt nie będzię mi marudził nad uchem:) mam nadzieję, że kot przeżyje podróż, bo postanowiłam go ze sobą zabrać... z wyjazdu za granicę nici, połowa lipca prawie, a plany nadal niesprecyzowane... pewnie wrócę do wa-wy i bede dalej pracowac dorywczo... a tymczasem jadę po oleę:)
sobota, 23 czerwca 2007
the day before you came...
I must have left my house at eight, because I always do
środa, 21 marca 2007
all over me...
space between what's wrong and right nie wiem co sie stało...
nie przychodzi mi do głowy nic co mogłabym tu napisać... poza tekstami piosenek, oczywiście nie mojego autorstwa:) przeważnie czuję się za dobrze żeby opisywać to na blogu, a jak już jest źle, to nie chce mi się robić nic, w szczególności pisać cokolwiek na blogu:) nie mam pojęcia co dzieje się z czasem... rozpływa mi się gdzieś pomiędzy rzadkimi, godnymi zapamiętania, chwilami... ja nie robię nic i nic samo z siebie się nie dzieje... i za 6 tygodni będzie już po ślubie a ja nie wiem nawet z kim tam pójdę:) oczywiście chciałabym iść z olą, ale nie będzie to możliwe:( zaprosiłam czajnika, ale nie wiadomo czy uda mu się wyrwać z pracy... jak nie, to co zrobić, zjawię się sama:) w sumie to dla większości ludzi jestem sama, więc co to za różnica:)
środa, 07 lutego 2007
w kilku słowach...
mój kotek już jest dorosły i wykastrowany... biedaczek (chociaż on sam zdaje się tym zupełnie nie przejmować)! olaa ma sesję i nie widujemy się za często ostatnimi czasy... chociaż wczoraj byłyśmy z ulą na piwie:) spałam później u niej i biedna elżbieta po raz kolejny przeżyła szok z mojego powodu. na szczęście udało mi się rano uciec zanim się obudziła:P nadal nie mam pracy, za to mam szczwany plan, związany z tym że tęsknię za studiami (sama nie wierzę, że to napisałam:P) okazało się, że maciej dostał pracę w wa-wie i na razie mieszka u znajomych... 11 pięter nade mną:D świat czasami jest naprawdę malutki:) dzięki temu mam z kim się napić piwa, kiedy większość znajomych się uczy:D |